
Jena Elizabeth Gardner
32 lata i pochodzenie Znikąd
Patrzyłaś jak ucina jej łeb. Tliło się w niej jeszcze życie, machała skrzydłami, pazurami i wiedziała; wiedziała, że to koniec a mimo to starała się walczyc. Kurza głowa upadła tuż obok twojej nogi, bo siła z jaką ją zabił była większa, niż on sobie nawet wyobrażał. W tym właśnie momencie nie dostałaś olśnienia, dzięki któremu postanowiłaś stawac w obronie zwierząt. Nie postanowiłaś także zrobic wszystkiego, aby obrzydzic życie ojcu. Postanowiłaś spieprzyc z miejsca które nazywano domem, gdzie wysyłali ludzi z kablówki, aby kręcili filmy o życiu na farmie, w odosobnieniu. Ludzie z country- tak was nazywali. Prawdziwi Australijczycy mieszkający od siebie w odległościach większych, niż ty masz do pierwszego-lepszego 'Deli'*. Do Adelajdy dzieliło was 400 kilometrów, do Melbourn 800 kilometrów. Mogłaś tam jechac, blisko prawie jak z salonu do kuchni; ale to wciąż było za blisko. Za blisko tej biedy, flanelowych koszul i wytartych dżinsów. Za blisko smrodu obornika, spracowanych dłoni, przepalonych słońcem włosów.
Uciekłaś autostopem, z torbą na jedno ramię i oszczędnościami całego życia. Pracowałaś jako sprzątaczka, pomagałaś w kuchni i robiłaś wszystko, dosłownie wszystko, żeby wreszcie było chociaż trochę łatwiej. Żebyś nie musiała modlic się do Boga o nową pralkę, tylko mogła ją zwyczajnie pójśc i kupic. Zaczęłaś od mieszkania i na nim przystanęłaś, bo zaspakajając przyziemne potrzeby zapomniałaś, że dawno temu szukałaś czegoś więcej niż nowy telefon, czy markowe buty.
Skończyłaś studia, pracujesz w wydawnictwie i piszesz do szuflady. Palisz Marlboro, bo możesz sobie na to pozwolic i rzadko jesz na mieście, bo wychowanie mówi Ci, że to szczyt burżujstwa. Pomogłaś rodzeństwu w wyrwaniu się z wnętrza Dzikiego Kontynentu, ale w przeciwieństwie do nich nie ma chwili, byś tęskniła za tym miejscem, które kojarzy Ci się z bólem, płaczem i upokorzeniem. Byłaś najstarsza z rodzeństwa, byłaś pierwsza i zawsze gorsza; wyładowywałaś swój gniew na młodszych braciach i siostrze, wcale nie z dobrej winy łożyłaś na ich utrzymanie tylko z poczucia obowiązku. No dalej, przyznaj się. Wypij jeszcze jedną lampkę wina i mów do siebie, bo odpowiedzialnośc jaką jest posiadania zwierzęcia Cie przerasta. Nie czekasz na rycerza na białym koniu, ale także nie szukasz go usilnie, bo dobrze czujesz się w swoim towarzystwie. Czasami.
Mimo to adoptowałaś nastoletniego syna swojej ciotki, która jako jedyna podała Ci kiedykolwiek pomocną dłoń. W każdy weekand kłócisz się z jej byłym mężem, zaś Aaron po wszystkim klepie Cie po ramieniu, podaje papierosa i każe zapomniec o tym, jak posrani bywają ludzie. Ty, starając się chociaż trochę zastąpic mu matkę mówisz, że ma się odwalic i spadac robic lekcje, bo to są sprawy dorosłych. Masz przy tym ogromną nadzieję, że nie wpadniesz pod samochód dopóki ten szczyl nie podrośnie i będziesz mogła czuc się potrzebna jeszcze kilka lat, bo w tym momencie życia prawie zapominasz, że uradziłaś się z tragedią we krwi.
wyplute na papier
wyplute na papier
*Tak tamtejsza Polonia mówi na małe sklepy osiedlowe. Australijczycy również używają tego zwrotu, jednakże wiem jedynie jak wygląda zapis fonetyczny. Tytuł- Donnie Darko. Pamiętnik będzie, powiązania też. Aaron ma 17 lat.