RACHEL KEATING
trzydziestoletnia asystentka szefa szefów w agencji reklamowej
rozwódka z sześcioletnim stażem macierzyńskim
urodzona w południe szesnastego listopada
rodzinne Sydney opuszczone po liceum
trzypokojowe mieszkanie na trzecim piętrze
tysiące niedokończonych rozdziałów
setki ulubionych piosenek
kawa tylko z mlekiem
wino i popcorn, niestety
Jest tak naprawdę jedynym dzieckiem Rose i Franka Keatingów, poczciwego małżeństwa mieszkającego na obrzeżach Syndey. Przynajmniej jedynym, któremu zgadzałyby się wyniki testu DNA. Pozostała dwójka, trzynaście lat młodsi Andrew i Louis, nie dość, że mają o wiele ciemniejszą cerę, to jeszcze dołączyli dopiero po batalii o prawa do adopcji.
W liceum zadzierała nosa praktycznie na okrągło. Nauczyciele nigdy nie lubili takiego zachowania, ale przynajmniej przynosiła dumę szkole, która konkurowała z tymi mieszczącymi się w centrum. Nie przyniosło jej to oczywiście wielu przyjaciół, a raz zaprzepaszczone szanse nigdy do niej nie wracały. Okres szkolny przeżyła więc z ograniczoną ilością bliższych znajomych, w ławce w koncie sali, przeglądając podręczniki i zawsze mając opaskę na włosach. Od czasu do czasu towarzyszyły jej również ataki paniki. Niełatwo jest być osobą podatną na stres. Chociaż rodzice namawiali ją na wizytę u psychologa od dawna, odważyła się zaledwie miesiąc przed egzaminami końcowymi. Potem postanowiła zmienić swoje życie.
Siostra matki mieszkała w Perth od urodzenia. Wakacyjna wycieczka przed studiami zaowocowała złożeniem papierów na ostatnią chwilę. To było dziwne, nieznane uczucie - dziewczyna zawsze ubrana w idealnie wyprasowany komplet, z elegancką torbą na ramieniu, gulą w gardle i pewnością, że jej charakter nie przyniesie jej już nic dobrego, poczuła wiatr w skrzydłach. Tutaj wcieliła w życie swój mały plan. Rodzice o dziwo nie protestowali. No, przynajmniej nie tak długo.
Wzięła sprawy w swoje ręce. Ubiory pierwszej damy, nudna fryzura, spięta postawa i zadziorność poszły w odstawkę. Łatwo nie było, ale kiedy motywacją jest zdobycie sympatii potencjalnej współlokatorki oraz kolegów na studiach, trzeba się postarać. Poszło aż za dobrze. Wydawało się, że wejdzie w dorosłe życie bez kłopotów (i faceta), a jednak nieco ponad sześć lat temu plany potoczyły się inaczej.
Ślub się odbył. Czemu, nie jest w stanie odpowiedzieć aż do dzisiaj. Był przystojny, miał w sobie coś, czemu ulega każda zagubiona - buntownicze spojrzenie. Chciał leczyć ludzi, więc nie był taki zły. Wszystko to jest aktualne. Tylko te charaktery nie mogły dobrze współpracować. Rok temu przestała być doktorową Alderman. Powróciła do panieńskiego nazwiska.
Od kilku lat ma praktycznie tę samą posadę. Jedyne co się zmieniło to pensja i biurko - na nieco lepsze, kiedy firma zaczęła działać na skalę krajową. Trzydziestolatki nie powinny być nazywane asystentkami, więc mówią o jednoosobowym dziale doradczym prezesa. Oczywiście, że żartobliwie. Kawę podaje mu tylko po to, żeby udobruchać faceta w średnim wieku po zawale. Oprócz tego robi praktycznie za wiceprezesa bez tytułu i akcji, ale to szczegół. Osiem godzin musi być odbębnione, ale liczy się chociaż chwila spędzona z córką. Nawet, jeśli telefon musi być stale pod ręką.
Pedantyczna, bo porządek ją uspokaja. Stara się wychować Penelope dobrze, ale bezstresowo, bojąc się, że słabe nerwy są u nich rodzinne. Dzwoni co dwa dni do rodziny. Widuje się z byłym mężem, bo - o zgrozo - to nadal najważniejszy mężczyzna w jej życiu, odkąd ojciec zmarł, a o szefie stara się nie myśleć. Mówią, że ma irytujący śmiech, kiedy traci nad nim kontrolę. Nie liczy już na tego jedynego, chociaż jej podświadomość skrycie liczy na życiowy scenariusz rodem z komedii z Hugh Grantem. Ma szczęście, że mieszka dwie ulice od siedziby agencji, bo musiałaby wreszcie nauczyć się prowadzić, a jazda za kierownicą nie jest w jej przypadku wskazana.
PAMIĘTNIK * PENELOPE * POWIĄZANIA * NOTATKI
- cześć i czołem, wątki raczej niekrótkie, przeróżniaste, podobnie jak powiązania, bo miasto jest wielkie, Rach trochę już w nim urzęduje, więc zawsze coś się wymyśli... karta to prototyp... dobrej zabawy sobie i innym, tak na początek :) -


